Jak zostałem VIP-em.

Jak zostałem VIP-em. Całkiem poważna relacja naszego instruktora Tai Chi z wyjazdu treningowego do Chin.

Nie wiem, czy Wam o tym wspominałem, ale w sierpniu wyjechałem do Guangfu nazywanego też Miastem Tai Chi by zgłębiać tajniki tej pięknej sztuki u samego źródła. Wybraliśmy się tam w piątkę. Prócz mnie w ekipie był Andrzej Kalisz, który jednocześnie był naszym przewodnikiem i tłumaczem, jego uczeń Robert, Krzysztof Operacz, którego niektórzy znają z naszych obozów i warsztatów oraz jego druga połowa – Danusia.

Na razie nie opowiem Wam o samej podróży i treningach. Myślę, że będzie jeszcze ku temu okazja, choć nie wiadomo kiedy, gdyż – jak pewnie cześć z Was wie – nie lubię pisać.

Muszę się jednak do czegoś przyznać i pochwalić zarazem. W Chinach zyskałem status VIP-a.

Jest to na swój sposób przyjemne, ale na dłuższą metę bardzo męczące. Co się na to składa?

1. Za każdym razem, gdy szedłem ulicą, ludzie się za mną oglądali, uśmiechali, próbowali zagadywać, robili zdjęcia.

Czasami nawet zatrzymywali się samochodami tamując ruch tylko po to, by nam strzelić fotkę. Oczywiście wynika to z faktu, że obcokrajowcy nie zaglądają tam zbyt często . Przyjazd kogoś zza granicy zdarza się na tyle rzadko, że właścicielka restauracji potrafi wspominać jak to kilka lat temu jadł u niej pewien Szwajcar, a Mistrz Zhai opowiadał, że kiedyś pojawił się u niego Włoch i Australijczyk, ale niewiele się nauczyli, bo nie mówili po chińsku. Ten drugi aż do teraz widoczny jest na plakatach promujących okolicę. (My na szczęście mamy Andrzeja Kalisza, który świetnie mówi po chińsku i na dodatek jest znawcą Tai Chi i sztuk pokrewnych.)

2. Kelnerki dawały nam napiwki.

No dobra, nie będę tematu rozwijał, gdyż jest to tam norma. Wspomnę tylko, że często mieliśmy sytuację, gdy trzeba było zapłacić np. 154 yuany, a kelner zaokrąglał do 150, żeby nie trzeba było wydawać reszty. Napiwków tam się generalnie nie daje.

3. Byłem zapraszany na na wystawne obiady do innych miast.

Nie żartuję, zostaliśmy zaproszeni przez miejscowych prominentnych działaczy na obiad do Handan. Jednym z głównych organizatorów był prezes organizacji zajmującej się promocją Tai Chi w Handan i okolicach. Instytucja ta zrzesza około 300 000 osób! Byli tam też inni działacze od Tai Chi i Yiquan oraz biznesmen zarządzający jedną z największych firm w Chinach zajmujących się handlem kaczymi szyjkami. (Właśnie przyszedł mi do głowy pomysł na biznes. Myślę, że są w Polsce kacze szyjki, które za niewielkie pieniądze można by im wysłać. :-) )

Kolacja w Handan

4. Często pomagaliśmy w promocji Tai Chi i braliśmy udział w treningach w najbardziej znanych miejscach Guangfu.

Oczywiście cieszą mnie każde zajęcia Tai Chi. W końcu po to do Chin pojechałem. Jednak ćwiczenie co chwilę w innym miejscu, ciągłe pozowanie do zdjęć i nagrywanie filmów bywa uciążliwe.

5. Na koniec coś, co robi ze mnie VIP-a XXL o statusie, którego może mi pozazdrościć niejedna gwiazda polskiej telewizji. Przyjeżdżały do nas wycieczki młodzieży szkolnej (w czasie wakacji!) i dorosłych by móc z nami poćwiczyć i pokazać swoje umiejętności!

Jeszcze raz przypomnę to, co napisałem wcześniej: nie żartuję! Jednego dnia pojawiła się grupa dzieci w ilości około 40-50 osób, czyli jeden autokar. Poczekały na nas w upale (ok. 35°C) jakieś dwie godzinki, gdyż musieliśmy skończyć nasz trening. Następnie dostali piękne białe stroje do Tai Chi z logiem organizacji i nazwą sponsora na plecach. Chwilę poćwiczyliśmy, zapozowaliśmy do zdjęć i się pożegnaliśmy.


Większe zaskoczenie było jednak dnia następnego po porannym treningu, który zwyczajowo zaczynał się o 6.00 w jednym z wielu ładnych miejsc. Tego dnia po raz kolejny ćwiczyliśmy na murach Guangfu. W okolicy praktykują adepci Tai Chi z innych szkół, spacerują i biegają dzieci i dorośli (tak, tak o 6.00 rano, później jest zbyt ciepło i wychodzą tylko zdesperowani turyści w ogromnych ilościach). Generalnie atmosfera jest taka, że chce się ćwiczyć. Podczas tego treningu wyczułem, że myśli Mistrza Zhai Shizonga są w innym miejscu. Niby normalnie prowadził zajęcia, ale był nieobecny i co chwilę nerwowo spoglądał na telefon. Na dodatek po chwili w naszej okolicy zaczęli się pojawiać przedstawiciele innych szkół w grupach po kilkanaście, kilkadziesiąt osób. Zauważyłem też dzieci, które ćwiczyły z nami dzień wcześniej. Coś tu było nie tak. Młodzi adepci Tai Chi tym razem ubrani byli w piękne stroje, w których startuje się podczas zawodów i wyjątkowych pokazów. Po chwili okazało się, że to wszystko zorganizowane jest… dla nas! Inne szkoły przywitały się, ustawiły w różnych miejscach i zaczęły ćwiczyć.

Dzieci rozpoczęły specjalny pokaz stylu Wu Tai Chi wykonując m. in. formę sportową, która zapierała dech w piersiach. Wszystko wyglądało przepięknie.

My również trochę poćwiczyliśmy, zapozowaliśmy do kilku (no może kilkuset) zdjęć i filmików (nawet specjalny dron nad nami latał) i po ponad 3 godzinach poszliśmy spóźnieni na… trening z Mistrzem Zhai Weichuan.

Nie udało się ująć wszystkich ćwiczących na raz.


Podsumowując, obcokrajowcy w Guangfu są traktowani wyjątkowo, a gdy jeszcze potrafią ćwiczyć Tai Chi i mają ze sobą Andrzeja Kalisza, który jest tu w pewnych kręgach bardzo znany, to mają status VIP-ów pełną gębą. Czasami bywa to uciążliwe, no ale już tak to w tym zawodzie bywa.

PS
Jako VIP pozwolę sobie na lokowanie produktu.
Wiecie już, że jesienią otwieram nową szkołę Tai Chi w Warszawie? By nawiązać do źródeł postanowiłem ją nazwać: Szkoła Tai Chi Guangfu. Mam nadzieję, że takie nawiązanie do korzeni może być ciekawe. Co o tym sądzicie?

Autor tekstu:
Radosław Węglarz
Szkoła Tai Chi Guangfu

5 Replies to “Jak zostałem VIP-em.”

  1. BEATA

    /przyznam się, że jestem pod wrażeniem ćwiczących dzieci.Wcześniej wydawało mi się ,że to sport tylko dla dorosłych. Miła niespodzianka.Trzeba będzie promować Tai -Chi w polskich szkołach .Przyda się to naszym pociechom.W wśród dzieci panuje chaos,brak koncentracji, rozleniwienie,spora ilość zwolnionych dzieci z zajęć basenu oraz wf.Taki stan pogarsza przyswajanie wiedzy.Na filmiku, widzę niesamowita sprawność fizyczna i super koncentracja.Promujmy Tai Chi w polskich szkołach.Zmieńmy myślenie nauczycieli.Wyjdźmy z systemu.Dziękuje Radku VIPIE za świetna promocje miasta Tai chi w Chinach.Czekam z niecierpliwością na przyjazd jakiegoś mistrza z chińskiej szkoły GUANG FU.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.